| O Chełmie w Kurierze |
|
|
|
| Wpisał: czesmen | ||||||
|
Niedawno ukazał się artykuł red. Remigiusza Rzepczaka poświęcony losom rodziny Von Tresckow. Poniżej przedstawiamy go w całości. „Chełm Dolny koło Trzcińska – Zdroju nie leży przy popularnym szlaku komunikacyjnym. Najbliższa stacja kolejowa znajduje się w odległej o dwadzieścia kilometrów Chojnie. Samochodem jedzie się do wsi wąską, krętą i falującą na wzniesieniach jezdnią. Tą samą, którą 28 stycznia 1945 roku wjechali do niej sowieccy żołnierze. W pałacu właściciela miejscowych dóbr należących do rodu von Tresckow przyjęła ich jego żona i syn. Zastrzelili oboje po tym, jak gospodarze nie chcieli im oddać pamiątkowego zegarka. Cudowne miejsce Pierwszy przedstawiciel rodu stawił się w Chełmie Dolnym w drugiej połowie dziewiętnastego wieku. Był w Hermann von Tresckow, pruski generał kawalerii i adiutant Wilhelma I. Po zakończeniu służby szukał miejsca na stałą kwaterę. Tak trafił do ówczesnego Wartenberg. Miejscowość spodobała mu się i w 1883 roku kupił ją za dotację od cesarza. Wybudował pałac nad jeziorem i rodową kaplicę pogrzebową, w której spoczął w 1900 roku. Pozostawione po nim dobra przypadły jego krewniakowi, imiennikowi i generałowi, kawalerzyście, Hermannowi von Tresckow, który w 1908 roku pożegnał Szczecin i przeniósł się z rodziną na wieś. Ze zmiennym szczęściem gospodarował na odziedziczonych po wuju ponad pięciuset hektarach ziemi. Gdy i on zmarł, schedę po nim przejął jego syn Jürgen. - To było cudowne miejsce – opowiadał Christoph von Tresckow, syn Jürgena, gdy jesienią 2005 roku zwiedzaliśmy jego dawną rodzinną miejscowość. – Otaczała je przyroda, tuż obok domu mieliśmy jezioro. Latem kąpaliśmy się w nim a zimą bawiliśmy się na lodowisku. Potem jednak nastali naziści i nasze życie się zmieniło. Ostatnie spotkanie Najmłodszy z czterech stryjów pana Christopha, Henning von Tresckow, generał Wehrmachtu, spiskował przeciwko Hitlerowi i współorganizował trzy zamachy na jego życie. Na wieść o niepowodzeniu ostatniej akcji z 20 lipca 1944 roku popełnił samobójstwo. Pochowano go na cmentarzu obok rodzinnego mauzoleum w Chełmie Dolnym. 23 stycznia 1945 roku zmarł jego starszy brat Jürgen. - Na skutek rany odniesionej na polowaniu – wspominał pan Christoph. – Zostałem zmobilizowany do wojska i musiałem wracać do mojej jednostki. Dlatego tuż po pogrzebie pożegnałem mamę i brata. Nie spodziewałem się, że widzę ich i nasz dom ostatni raz. Następnego dnia we wsi stanęli czerwonoarmiści. W pałacu przyjęła ich matka i brat pana Christopha. Przybysze zastrzelili ich, gdy nie chcieli im oddać pamiątkowego zegarka. Potem spalili pałac, którego resztki już po wojnie wysadzili w powietrze polscy saperzy. - Otaczający go park zarósł krzakami i gdyby nie jego obecni właściciele popadłby w zapomnienie – mówi Marcin Czesyk, autor strony internetowej poświęconej dziejom miejscowości. - Zdewastowano również mauzoleum i poniemieckie nagrobki. Warto by dziś dołożyć wszelkich starań by ta perła architektoniczna nie uległa całkowitemu zniszczeniu. Odwiedziny po latach Po wojnie Christoph von Tresckow wyjechał z Niemiec do Ameryki Południowej. Stamtąd w 1962 roku przeniósł się do Afryki. Do kraju wrócił dopiero w 1989 roku. - Nie chciałem więcej przyjeżdżać do Wartenberg – napisał we wspomnieniach, które opublikował w 2001 roku w roczniku Königsberger Kreiskalender. – Należał już do innego czasu i innego świata. Już bliższe były mi kraje, w których żyłem i pracowałem przez ostatnich czterdzieści lat. Do odwiedzin rodzinnych stron namawiał go jednak Mieczysław Grześkowiak, który po wypędzeniu przez hitlerowców z podpoznańskiej wsi w 1940 roku trafił do majątku Jürgena von Tresckow. Był tam również wtedy, gdy czerwonoarmiści zamordowali jego żonę i syna. Po wojnie wrócił do Wielkopolski i zamieszkał w Poznaniu. List, który napisał do pana Christopha w 1987 roku, dotarł do adresata za pośrednictwem niemieckiej ambasady na Jamajce. Gdy ten dwa lata później wrócił do Niemiec, pan Mieczysław zaprosił go z żoną do Poznania, skąd w lipcu 1990 pojechali do dawnego Wartenberg przemianowanego na Chełm Dolny. Na miejscu zwiedzili między innymi pozostałości po dawnym dworze i mauzoleum. - Dziękowaliśmy mu za ponowne spotkanie z Wartenberg – pisał później Christoph von Tresckow. – To było przeżycie z bardzo odmiennymi wrażeniami. To była podróż w przeszłość, w której towarzyszyła nam teraźniejsza rzeczywistość. „Chętnie tu przyjeżdżam” Pierwsza wizyta po latach skłoniła Christopha von Tresckow do następnych odwiedzin rodzinnej miejscowości. - Chętnie tu przyjeżdżam – przyznał, gdy w lipcu 2006 roku gościliśmy u nowych właścicieli pozostałości po dawnej siedzibie rodu, którzy wyremontowali ocalałą powozownię i uporządkowali zaniedbany park. – Dzięki krewnym mam stąd kilka zdjęć, które są jedyną pamiątką z przeszłości. Te wizyty nie są bolesne. Wprost przeciwnie, cieszę się, gdy z naszego Wartenberg rodzi się coś nowego. Siedzimy w parku, który jest przez Polaków stale upiększany i wraca do swojego dawnego stanu. Nowi gospodarze posesji spędzają we wsi weekendy i urlopy. Co rusz zapraszają sąsiadów do różnych inicjatyw. Między innymi wspólnie posprzątali aleję wiekowych lip i teren wokół mauzoleum. Rozrzucone poniemieckie nagrobki poukładali w jednym miejscu na przykościelnym placu. Nie zabiegają przy tym o rozgłos. - Te działania to wspólna inicjatywa, która integruje wieś – przyznają. - Trudno znaleźć drugie tak piękne miejsce na ziemi. Żeby nie zapomnieć - To prawda – potwierdza na koniec Marcin Czesyk. - Chełm Dolny ma swoją historię, w której splatają się różne ludzkie losy. We wsi brakuje jednak tablicy, która by o tym informowała. Można o nich przeczytać w Internecie czy w artykułach prasowych lub nieco większych publikacjach. Nie każdy ma jednak do nich dostęp. Dlatego jest jeszcze wiele do zrobienia, aby nie uległy zapomnieniu. Remigiusz Rzepczak Odsłon: 14647 | Drukuj | Email
Napisz komentarz
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3 Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team |
||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|






























