Menu główne
Aktualności
Trzcińsko-Zdrój
Miejscowości
Zabytki Trzcińska
Zabytki gminy
Noclegi
Gastronomia
Aktywny wypoczynek
Muzeum regionalne
Jeziora i lasy
Z historii Trzcińska
Zasłużeni dla gminy
Biblioteka regionalna
Rehabilitacja
Piszą o Trzcińsku ...
Bocianie miasto
Galeria
Ludzie z pasją
TV Trzcińsko
Wyślij e-kartkę
Księga gości
Ciekawe strony
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trzcińsko na YOUTUBE.PL
Filmy z Trzcińska na youtube.pl
 
 
WIRTUALNY SPACER
REKLAMA
Wiadomości Trzcinskie
REKLAMA
Bliżej Twoich Spraw - nr 1-9
Licznik odwiedzin
Dziś147
Wczoraj571
W ciągu tygodnia147
W ciagu miesiąca14242
Wszystkich1085656
Redakcja strony

Twórca i administrator strony

MARCIN CZESYK

 

Autorzy tekstów

współpracownicy

TADEUSZ KOŁUCKI

tadkol@o2.pl

Piotr Szukalski 

 piotr55@hotmail.de

A czas mija....
Strony o gminie

Ochotnicza Straż Pożarna

Miejsko-Gminna

Biblioteka Publiczna

Trzcińskie Centrum Kultury

Urząd Miasta

   

Gimnazjum Góralice


Góralice

PARAFIA Trzcińsko-Zdrój

PRZEDSZKOLE

MKS ORZEŁ

www.mksorzel.com.pl


Trzcińsko-Zdrój 24.pl

 

 

DPS

SP Trzcińsko

Stowarzyszenie na rzecz dzieci

z domu dziecka

Pub Duet

Trzcińsko Info

Sady


Bocianie miasto
PORADNIK KAJAKOWY

Gmina z lotu ptaka

Trzcińsko-Zdrój zimą
Trzcińsko-Zdrój jesienią

Trzcińsko-Zdrój latem

Tu jesteśmy
KALENDARIUM

Z HISTORII MIASTA I GMINY

Marek Stanisławski

Piotr Szukalski - nasz stały współpracownik
  
MOJA KOLEKCJA
O TRZCIŃSKU-ZDROJU

PIOTR SZUKALSKI

piotr55@hotmail.de

REKLAMA


Trzcińsko-Zdrój zaprasza

  

  

ZAPRASZAMY

WAŻNA DATA
4 kwietnia 1853r. W Trzcińsku urodził się Paul Billerbeck późniejszy pastor, który napisał dzieło liczące 4135 stron Komentarz do Nowego Testamentu z Talmudu i Midrasza". Zmarł we Frankfurcie n/Odrą 23 grudnia 1932r.
Pogoda

Zobacz jaka jest prognoza dla twojej okolicy.

HOT -SPOT Trzcińsko-Zdroj
Miasto partnerskie

Miasto bliźniacze Graft-De Rijp

  Stowarzyszenie Twinning

Polenecomite Graft-De Rijp
Jak dojechać?
  
Aktualności
Dzisiaj jest: Poniedziałek
25 Września 2017
Imieniny obchodzą
Aureli, Aurelia, Aurelian, Franciszek,
Gaspar, Herkulan, Kamil, Kleofas,
Kleopatra, Ładysław, Piotr, Rufus,
Świętopełk, Wincenty, Władysław,
Władysława, Włodzisław

Do końca roku zostało 98 dni.
Zodiak: Waga
Sprzątajmy po swoim psie
Logowanie
Basen / Kino w okolicy

 

basen o wym. 25 m

Sauna, jacuzzi

Myślibórz, ul.Piłsudskiego 18,

 tel.  095 747 32 19

1h-9zł/karnet(10h)-70 zł

 

ul. Szczecińska 17

74-100 Gryfino

Bilety:14 zl /12 zł

Tel. 91 416 24 47

www.gdk.com.pl

 

Lider Pojezierza
Współpraca
GEOCACHCING
Szewc Jan Korycki - historia jego pracy PDF Drukuj Email
Wpisał: czesmen   

 

 

Przyjazd do Trzcińska

Wraz z żoną Eugenią pochodzimy z miejscowości Izabelów, gmina Korczew, województwo Łódzkie. W 1945 roku zanim tu się osiedliliśmy na stałe, to przyjechaliśmy do Trzcińska obejrzeć domy. Wybraliśmy sobie budynek, gdzie obecnie mieszka pan Bogaczyński. Zamknęliśmy go na klucz i wróciliśmy z powrotem, aby zabrać rodzinę i swoje rzeczy. Do Trzcińska wraz ze skromnym dobytkiem i całą rodziną przyjechaliśmy jesienią 1945 roku. Jechaliśmy pociągiem towarowym, w jednym wagonie z rodziną Dziamarskich. Z Łodzi dojechaliśmy do Gorzowa, a stamtąd do Kostrzyna, Pyrzyc i w końcu dotarliśmy do Trzcińska. Jak tu przybyliśmy to w mieście było jeszcze sporo Niemców. Polaków było bardzo mało. Mówiono nam, że być może długo tu nie zagościmy bo nas Niemcy wypędzą, dlatego ludzie nie bardzo dbali o swoje mieszkania i gospodarstwa. Zameldowaliśmy się w Miejskiej Radzie i tak rozpoczęliśmy nowe życie w Trzcińsku Zdroju.

Pierwsze kroki w zawodzie

Nie chodziłem do żadnej szkoły zawodowej – jestem samoukiem. Mój tato z zawodu był szewcem, więc od niego uczyłem się rzemiosła. Gdy skończyłem 14 lat, to w 1942 roku poszedłem do swojej pierwszej pracy. Dzięki znajomości ojca z właścicielem zakładu szewskiego przyjęto mnie do firmy, która robiła tylko i wyłącznie drewniaki. Tam pracowałem 2,5 roku, do stycznia 1945 roku. Był to okres w którym od starszych  fachowców uczyłem się tajników owej pracy. W zakładzie tym, w Izabelowie pracowali Niemcy, Żydzi i Polacy. Wszyscy rozmawiali po polsku i nie było żadnych problemów. Przed wojną wszystkie narodowości żyły w zgodzie, nie było podziału na pochodzenie. Polacy żenili się z Niemkami i odwrotnie. Jesienią 1945 roku osiedliliśmy się w Trzcińsku. Tu też zmarł mój ojciec, w 1947 roku.

 


 

Spółdzielnia Szewsko-Cholewkarska „Związkowiec” – filia w Trzcińsku

Pierwszy polski zakład szewski w Trzcińsku otworzyli w 1949 roku. Tu gdzie teraz mieszka dentysta, swoją firmę mieli pan Bagiński i Perlicki. Pierwszym założycielem trzcińskiej fili Spółdzielni Szewsko-Cholewkarskiej „Związkowiec” z Myśliborza był pan  Karol Ustępców z Góralic – tak zwany autochton. Po nim szefem był Marian Jackowski, a później ja. Księgową była pani Krukowska, a później pani ze Strzeszowa, której nazwiska nie pamiętam. Spółdzielnia ta skupiała szewców z całej naszej gminy. Zatrudniała ona także: kierownika, księgową, magazyniera i stróża. Swoją pracę w Spółdzielni rozpocząłem 2 listopada 1950 roku. Mieściła się ona na ulicy Kościuszki 13, gdzie mieszkała Pani Bałowa, a obecnie mieści się tam apteka.

Wtedy było nas 20 szewców i 10 uczni – praktykantów. Po wojnie był problem z obuwiem i z jego zapotrzebowaniem, tak więc mięliśmy pełne ręce roboty i nigdy w owym okresie nie narzekaliśmy na brak zajęcia. W Spółdzielni musieliśmy wykonywać plany na ilość zrobionych butów, narzucone przez centralny zakład z Myśliborza.

Szewc wtedy musiał też bardzo dobrze operować maszyną do szycia – na porządku dziennym było szycie tyrolkowe czy pasowe. Maszyny do szycia obuwia w zakładzie mieliśmy polskiej produkcji. Cały sprzęt i wyposażenie przychodziło do nas z Myśliborza. Buty w owym czasie były szyte, bite i kołkowane, a nie jak teraz tylko klejone, przez co ich trwałość była na lata.

 


 

Spółdzielnia Szewsko-Cholewkarska „Związkowiec” w Myśliborzu, w początkowym okresie rozwijała się dynamicznie, zatrudniając nawet do 100 pracowników. Był to jeden z większych zakładów w okolicy – w samym Myśliborzu były 2 oddziały, a do tego miał swoje filie m.in. w Trzcińsku i Lipianach.

W Spółdzielni robiliśmy nowe buty, jak też i reperowaliśmy stare, jednak zdecydowanie więcej pracy było przy nowym obuwiu. Jednego buta od podstaw robiło 7 szewców. Praca odbywała się taśmowo. Każdy robił co innego i musiał na tyle szybko pracować by następny nie siedział bezczynnie. Jak szewc sam robił obuwie, to ciężko było zrobić jedną parę dziennie. Na ogół wyprodukowanie jednej pary nowych butów zajmowało jednej osobie od 1,5 do 2 dni. Taśmowo można było zrobić około dwóch par dziennie. Robiliśmy oficerki, tyrolki, pantofle, sandały i buty dla dzieci. Obuwie zrobione przez nas trafiało na całą okolicę. Większość partii szła do Spółdzielni w Myśliborzu. Tu gdzie obecnie jest sklep spożywczy Mackiewicza znajdował się sklep z obuwiem. Właściciel tego sklepu też od nas brał towar.

W Spółdzielni pracowaliśmy od poniedziałku do piątku, od godz. 8 do 16, a w soboty do 13, niedziele były wolne.  Prywatnie, po godzinach nie robiliśmy butów.

Szewcy w naszej Spółdzielni pochodzili głównie z Trzcińska i Góralic. Z samych Góralic było kilka osób m.in.: Mietek Radorzycki, Władysław Makuchowski, Józef i Wojciech Ostrowscy, Edward Bożek, Marian Jackowski i inni. W okolicy nie było żadnej szkoły, która by uczyła zawodu szewca. Większość z nas to samouki. Kilka osób było u nas na przeszkoleniu, kiedy w Trzcińsku istniała Państwowa Szkoła Zawodowa, która mieściła się na „Koziej Górce”. Wtedy 10 uczniów praktykowało ten zawód u nas. Były to osoby z Trzcińska i okolic: ze Swobnicy, Bani.

W pomieszczeniach trzcińskiej Spółdzielni, przy ul. Kościuszki 13 zajmowaliśmy cały dół budynku. Wtedy wnętrza wyglądały trochę inaczej. Na potrzeby apteki pomieszczenia zostały przerobione. Wcześniej na dole był magazynek, biuro i duża sala, w której my pracowaliśmy. Cały materiał od A do Z przywożono nam z Myśliborza. Materiały do produkcji butów były najwyższej jakości. Skórę przywożono do nas w belach i w różnych kolorach, na ogół była to skóra cielęca, również projekty butów przychodziły z Myśliborza.

 


 

Wszyscy pracownicy zakładu mieli urlopy, jak też i 13 pensję, a dzieci z rodzin pracowników Spółdzielni jeździły co roku na kolonie.

Pan Bronisław Jódzki był kamasznikiem. Jego praca polegała na krojeniu cholewek i szyciu. Najczęściej z Myśliborza przychodziły już całe wykrojone komplety, a naszym zadaniem było tylko połączyć je w całość.

Jak ktoś chciał dorobić do pensji, to reperował więcej butów, bo bardziej się to opłacało. Na początku, kiedy pracy mieliśmy dużo, nasze zarobki były całkiem przyzwoite. Z czasem, kiedy zapotrzebowanie na buty zmniejszyło się, nasze pensje zmalały. W kraju powstawało coraz więcej fabryk obuwia, gdzie szyto buty na masową skalę. Przyczyniło się to do zmniejszenia załóg w Spółdzielni, ludzie stopniowo odchodzili. Było też coraz więcej sklepów, gdzie można było kupić gotowe obuwie z fabryki. Buty w tamtych czasach kosztowały od 20 do 30 tyś. zł, w zależności od jakości skóry. Trzeba dodać, iż wtedy buty były w 100% robione z naturalnej skóry. Najczęściej wykonywaliśmy buty w rozmiarach od 40 do 45- to był taki standard. Na ogół buty były robione na zamówienie.

W związku z reorganizacją administracyjną kraju, zmieniała się nasza przynależność spółdzielcza. Co kilka lat przenoszono nas, to do Dębna, Chojny lub Trzcińska.

Gdy ubyło szewców, to Spółdzielnia zmieniła swoją siedzibę i przeniosła się na ul. Kościuszki, gdzie teraz mieszka Ryszard Korecki i Jan Ostrowski. Wówczas było nas 5. Do końca w Spółdzielni pracowali ze mną: Władek Makuchowski, Jasiu Sakowski i Adam Piwoński. Z biegiem czasu, z powodu braku konkurencyjności wobec fabryk państwowych, produkujących tańsze obuwie, niż małe lokalne zakłady, Spółdzielnia musiała ograniczyć zatrudnienie, aż do jej rozwiązania na początku lat sześćdziesiątych. Ja przeszedłem do GS-u.

W systemie pracy spółdzielczej przepracowałem 40 lat i 2 tygodnie, do roku 1990, kiedy to w listopadzie odszedłem na emeryturę. W związku z tym, iż moja emerytura nie była zbyt duża (450 zł) założyłem prywatną działalność i dorabiałem sobie reperując buty w domu.

W Trzcińsku Zdroju, swój zakład szewski miał też pan Antoni Machaj, zawodowy szewc wysokiej klasy, był wzorem dla innych szewców. Robił wspaniałe buty na zamówienie, szczególnie dla oficerów wojska, milicji oraz samorządowców. W domu przy ul. Kościuszki miał wystawioną gablotę ze swoimi wyrobami.

Tu chciałbym wspomnieć o „pokrewnym” zawodzie, w stosunku do szewskiego, było to rymarstwo. Bardzo dobrym rymarzem w Trzcińsku był Stanisław Kuźniewski, który przy ul. 9 Maja miał swój zakład, gdzie wytwarzał siodła, puszorki, uprzęże dla koni oraz inne akcesoria ze skóry.  W zakładzie pomagał jemu mój brat Tadeusz Korycki.

W zawodzie szewca przepracowałem łącznie 54 lata. Obecnie smutne jest to, że nie ma następców naszego fachu!

 

Z Janem Koryckim rozmawiał Marcin Czesyk, korekta Tadeusz Kołucki

 


Odsłon: 2889 | Drukuj | Email

Komentarze (1)
RSS komentarzy
1. 04-04-2014 23:32
 
Panu Koryckiemu bardzo dziękuję. Powinien wiedzieć dlaczego.
IP: 83.145.177.187
Zarejestrowany
 
Anna Kowalska

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Themes and Templates by dezinedepot